Samolot wylądował… a tym samym wystartowała moja niemiecka przygoda ;)
Od kilku godzin jestem w Dortmundzie. Wchodząc do samolotu słyszałam tylko język polski, ale od razu po wylądowaniu ze wszystkich stron dochodził tylko język niemiecki…jakby wszyscy pasażerowie nagle otrzymali dar języka niemieckiego… i ja chwilkę po odebraniu bagażu musiałam się przywitać
z nową koleżanką. Odebrała nas(jestem tu z Dorotą koleżanką z uczelni,
a w niedzielę dołączy jeszcze do nas Kasia z mojej grupy) z lotniska studentka Kathrin. Przywiozła nas do akademika i pokazała wszystko co i jak… od razu poczułam się pewniej w tym jeszcze obcym dla mnie kraju.
Bardzo się obawiałam, że będę miała kłopoty z przełamaniem bariery językowej… nie mogę powiedzieć, że jest mi łatwo… ale staram się mówić, większość studentów nie zna niemieckiego, i tak już dziś mówiłam też po angielsku…Poznałam już 2 studentki z Turcji, też przyjechały na Erasmusa, moim sąsiadem jest chłopak z Litwy…ale jeszcze nie wiem co tu robi bo powiedział, że nie lubi niemieckiego… w głowie mam jeszcze albański…
w końcu cały lipiec mi towarzyszył ;) mam mały mętlik z tymi językami… i tak już dziś kupowałam podstawowe i niezbędne materiały każdego pedagoga ;) bunte pencils ;) miałam na myśli flamastry ;) ale pan zrozumiał i dzięki niemu mam teraz opisane prawie wszystkie przedmioty w pokoju. Mam nadzieję, że ten zapał do nauki nie zniknie szybko. Mieszkam bardzo blisko parku- jest przepiękny, cudowny… cisza, spokój i zieleń i woda… a obok jest ZOO… niestety tak nam się tam spodobało, że troszkę zabłądziłyśmy… nagle droga zaczęła się robić coraz węższa… las coraz gęstszy… słońce zaczęło zachodzić…
i zrobiło się mało przyjemnie… na szczęście obok przebiegał jakiś pan( w ogóle chyba wszyscy tu biegają…może i my zaczniemy…) i wytłumaczył nam jak dojść do naszego osiedla. Odnalazłyśmy drogę do domu :) następnym razem będziemy bardziej ostrożne :)
Od kilku godzin jestem w Dortmundzie. Wchodząc do samolotu słyszałam tylko język polski, ale od razu po wylądowaniu ze wszystkich stron dochodził tylko język niemiecki…jakby wszyscy pasażerowie nagle otrzymali dar języka niemieckiego… i ja chwilkę po odebraniu bagażu musiałam się przywitać
z nową koleżanką. Odebrała nas(jestem tu z Dorotą koleżanką z uczelni,
a w niedzielę dołączy jeszcze do nas Kasia z mojej grupy) z lotniska studentka Kathrin. Przywiozła nas do akademika i pokazała wszystko co i jak… od razu poczułam się pewniej w tym jeszcze obcym dla mnie kraju.
Bardzo się obawiałam, że będę miała kłopoty z przełamaniem bariery językowej… nie mogę powiedzieć, że jest mi łatwo… ale staram się mówić, większość studentów nie zna niemieckiego, i tak już dziś mówiłam też po angielsku…Poznałam już 2 studentki z Turcji, też przyjechały na Erasmusa, moim sąsiadem jest chłopak z Litwy…ale jeszcze nie wiem co tu robi bo powiedział, że nie lubi niemieckiego… w głowie mam jeszcze albański…
w końcu cały lipiec mi towarzyszył ;) mam mały mętlik z tymi językami… i tak już dziś kupowałam podstawowe i niezbędne materiały każdego pedagoga ;) bunte pencils ;) miałam na myśli flamastry ;) ale pan zrozumiał i dzięki niemu mam teraz opisane prawie wszystkie przedmioty w pokoju. Mam nadzieję, że ten zapał do nauki nie zniknie szybko. Mieszkam bardzo blisko parku- jest przepiękny, cudowny… cisza, spokój i zieleń i woda… a obok jest ZOO… niestety tak nam się tam spodobało, że troszkę zabłądziłyśmy… nagle droga zaczęła się robić coraz węższa… las coraz gęstszy… słońce zaczęło zachodzić…
i zrobiło się mało przyjemnie… na szczęście obok przebiegał jakiś pan( w ogóle chyba wszyscy tu biegają…może i my zaczniemy…) i wytłumaczył nam jak dojść do naszego osiedla. Odnalazłyśmy drogę do domu :) następnym razem będziemy bardziej ostrożne :)

1 komentarz:
No tak Zuziu.... i Ty masz swoja "misje" :) w Niemczec nie masz sie czego obawiac :)
pamietam w modlitwie i 3 maj sie tam cieplutko wsrod tego zimnego narodu ;P
Prześlij komentarz