czwartek, 30 października 2008

6. Internationaler Empfang

ech... czuje sie jak rozdeptana zaba(czyt. jestem zmeczona;) jesli mnie znacie, to wiecie, ze w takich stanach spotyka mnie glupawka i nadmiar pomyslow ;) az sie boje pomyslec, co jeszcze dzis wymysle ;)

ale dobrze, wrocmy do dziesiejszego dnia ;) tak zajecia jak zajecia, nic nowego ;)
za to wieczorem bylismy na takim oficjalnym przywitaniu zagranicznych studentow(oficjalna nazwa, jak w tytule) w zasadzie, to nie ma co tu opisaywac, ale jak ktos sie tu wybierze w przyszlym roku, to warto wziac w ty udzial ;) mozna poznac sporo osob:) nam udalo sie stworzyc jeszcze wieksza polska ekipe niz zawsze:) takze nasze grono sie powieksza:) i wiece, co... bardzo mnie zaskoczylo, ze prawie wszyscy uczestnicza w niedziele we Mszy Sw... tak tak, sami zartowalismy, ze moze przyjechalismy tu nawracac ;) oczywiscie najpierw trzeba zaczac od siebie ;) tak wiec, moze w tym tyg w sobote poswietujemy po polsku a w niedziele, po niemiecku :)

jeju juz koniec pazdziernika... jak ten czas szybko leci... choc hmm w zasadzie to ja dopiero 2 tyg tu studiuje... dokladnie 2 tyg temu, mialam pierwsze zajecia:)

chyba na dzis juz koncze, i tak pewnie malo kto to czyta... a ja od napisania pierwszego zdania do teraz juz zjadlam cala tabliczke czekolady...hmm... chyba rozumiem dlaczego mówią na mnie Naschkatze-lasuch, lakomczuch ;) ale to kosteczki jakos tak same mi wskakuja ;) sama nie wiem kiedy ;)

pietro nizej dzis wielki turniej pokera ;) dostalysmy z kolezanka z Francji pozwolenie na wejscie :) mozemy popatrzec, ale nie mozemy komentowac ;) i tak nie mamy pojecia na czym to polega ;) chyba zakleimy sobie usta tasma klejaca, hmm chociaz w zasadzie to Polakow nie ma, wiec moge mowic po polsku ;)

środa, 29 października 2008

żonglowanie i monocykl :)

Jak pamiętacie, w zeszlym tygodniu nie wpuscili nas na żonglowanie, wczoraj po wielu próbach okazalo sie, ze jednak nie ma dla nas miejsc na migowym, ale nawet jestem w satnie to zrozumiec, bo soro nie ma miejsc dla neimeickich studentow, to glupio, zeby wpuscili na zajecia 3 erasmuski, zreszta nawet jednej nie chcieli( Dorota studiuje surdopedagogike) no ale trudno, nie wszystko mozna miec ;)

za to dzis bez problemow wpuscili nas na hale i nasze dlugo wyczekiwane zonglowanie ;) ktore po kilku minutach nam zbrzydlo i sie zajelysmy jazda na monocyklu, to jest dopiero zabawa ;) ale moim zdaniem na pocztaku i tak najbardziej pracują ręce ;) poznalysmy dwoch Polaków ;) ale wogóle wszyscy cyrkowcy sa bardzo pomocni i otwarci takze nasze znajomsci jezykowe tez kwitna na takich spotkaniach:)
a zabawa pileczkami i pelzanie na monocyklu to bardzo ciekawe doswiadczenie :) mysle, ze bedziemy to kontynuowac :)

ech... ich bin fix und fertig... Guten Nacht :)

wtorek, 28 października 2008

internetowe problemy

Ech… jeszcze trochę kłopotów z naszą akademikową siecią i normalnie chyba zacznę studiować informatykę ;) Od wczoraj mówiłam, że serwer padł… 3 razy zgłosiłam to na recepcji, nawet pierwszy raz w życiu rozmawiałam przez tel. po niemiecku z informatykiem, ale jak powiedziałam, że to chyba serwer padł, to oczywiście stwierdził, że to niemożliwe… Może nie ma pieniędzy na koncie, może kabel się odłączył, może nie zastukałam w parapet… tak tak jakbym była blondynką… nawet elektryk u mnie był, ale cóż sprawdził dobry kabel i poszedł… w końcu po kolejnej wizycie w recepcji, rozmowie z moim ulubionym panem i poszukiwaniach informatyka dowiedziałam się, że faktycznie to jednak serwer ist kaputt… oczywiście dziś już dzień pracy się skończył, więc dopiero jutro możemy liczyc na Internet… daję im czas do 10 rano i ani minuty więcej ;) Jak nic nie naprawią to będą skazani na moje towarzystwo ;)

Nie wiem ile tu jest tych serwerów, ale wczoraj tylko ja to zgłosiłam i Dorota… może tylko Polacy nie mają Internetu ;)
Oprócz tego w akademiku trwa protest. Ponieważ „nie jesteśmy milionerami tylko studentami” a opłata za Internet w naszym akademiku jest najdroższa… miesięczny czynsz to 8 Euro a do tego za każde 10MB kradną nam z konta( mamy takie specjalne karty do Internetu) 0,06 Euro…

Przy okazji, skoro ma to być też blog z praktycznymi info dla przyszłych erasmusów to zamieszczę instrukcję obsługi Internetu ;) Dostaje się ją w kasie po opłaceniu zastawu za kartę w wysokości 10 Euro. Instrukcja wydaje się banalna, ale tak naprawdę mimo znajomości języka nikt- poza Japończykami nie znającymi ang i niemieckiego;) nie mógł sobie z tym poradzić, pisałam o tym chyba w pierwszym poście.

Oto instrukcja stworzona przeze mnie do Windows Vista, wiem wiem… śmiesznie to wygląda, ale może akurat komuś się przyda… mnie akurat tego brakowało…:
Panel sterowania-> siec i Internet-> połączenie sieciowe-> połączenie lokalne-> (prawa mysz) wyłącz-> właściwości-> protokół internetowy w wersji 4: tu wpisać te skomplikowane kombinacje liczb z kartki, którą dostaniecie w kasie.

BVB Borussia Dortmund

BVB Borussia Dortmund!!

Dziś nasza coniedzielna wyprawa na Mszę Św. Do Polskiej Misji Katolickiej była troszkę inna niż zwykle… Dołączyła do nas kolejna Polka i nasz turecki freund. Kiedyś przy okazji gotowania obiadu w piątek w czasie ramadanu rozmawialiśmy o islamie i chrześcijaństwie. Wczoraj Anyl powiedział, że jest ateistą. Już we wrześniu zauważył, że w niedzielę znikamy w tajemniczych okolicznościach… tajemniczych bo ok. 11 jeszcze cały Hachaney śpi ;) Tak zaczęły się rozmowy o tym co robimy tego pięknego dnia. Nasz przyjaciel postanowił zobaczyć jak wygląda Msza Św. w katolickim kościele. Wiercił nam już dziurę w brzuchu kilka tygodni, ale zawsze w sobotę zapominałam mu powiedzieć, a w niedzielę nie miałam sumienia budzić… Jednak wczoraj się dogadaliśmy i wyobraźcie sobie że, Anyl do 4 nad ranem grał w pokera a dziś rano wstał przed 10 po to, żeby pojechać na polską Mszę Św.… nie wiem jak Wy, ale ja jestem pełna podziwu… W kościele siedział cichutko jak nigdy… wczoraj mu trochę potłumaczyłam co i jak… bo dla niego to wszystko obce… Przed Mszą Św. zapytał nawet czy może postawić nogi na klęczniku. Słyszeliście, żeby ktoś w PL kiedyś o to pytał? A i jeszcze zapytał o flagę, bo była polska, niemiecka i nie znał trzeciej- watykańskiej.

Po południe spędziliśmy na stadionie ;) Ja pierwszy raz w życiu byłam na meczu piłki nożnej. I chyba po raz pierwszy obejrzałam CAŁY mecz ;) Nawet łatwo się zorientować o co chodzi ;). Jak wcześniej kilka razy widziałam w TV jak mężczyźni poubierani w dwa rodzaje strojów biegają po boisku za czymś co tam lata od jednej bramki do drugiej i od jednego słupka do drugiego albo podskakują z nogi na nogę i pilnują żeby to coś latającego nie wpadło do ich bramki to myślałam, że to trochę bardziej skomplikowane, ale z trybun da się nad tym wszystkim panować ;) Mówię Wam niektóre akcje to naprawdę podnosiły ciśnienie… a najlepszy był oczywiście GOL!! Szkoda, że tylko jeden dla naszej Borussi, ale i tak dobrze grali. Należą im się wielkie brawa.
Niesamowici są też kibice ;) wszyscy ubrani na żółto-czarno z szalikami, nawet dzieci i ludzie w podeszłym wieku… no ale tu jest spokojnie na meczach… to nie ma nic wspólnego z rozgrywkami LEGII WARSZAWA…
A zapomniałam napisać co to za mecz ;) Otóż proszę państwa: Borussia Dortmund kontra Hertha Belin wynik meczu 1:1. Za tydzień Dortmund-Bochum…
W tym miejscu muszę podziękować wspaniałym władzom Technische Universität Dortmund, które dały studentom pierwszego roku i Erasmusom możliwość uczestnictwa w tym ważnym dla naszego miasta wydarzeniu ;) Vielen Dank!! ;) poza chłodem i wiatrem było SUPER!! ;)

sobota, 25 października 2008

Trampolina i Museum Czekolady, czyli jak poprawic sobie humor i poczuc się jak dziecko ;)

Hallo ;)

Hmm jak tu streścić ostatnie 3 dni… ;)
Może zacznę od sportu. Tu lepiej niż ostatnio ;) Miałam wrażenie, że pan na naszych obowiązkowych zajęciach pt. „zabawa, ruch, integracja i coś tam dalej” mówi o wiele wolniej niż w zeszłym tygodniu ;) A może, po tym tygodniu prawdziwych niemieckich studiów wszyscy zaczęli mówić wolniej i wyraźniej… ;) Wieczorem bez problemu dostałyśmy się na halę. Tym razem nie było kontroli obuwia, i całe szczęście, bo z każdym dniem mój język się wyostrza ;) Ostatnio trochę w akademiku rozmawialiśmy o wymaganym obuwiu sportowym… śmiesznie było ;) nie tylko nas denerwują te niezrozumiałe reguły… znaleźliśmy nawet takie grube kapciuchy do złudzenia przypominające tradycyjne trampki ;) może takie będą odpowiednie na halę sportową ;)
Ale wracając do trampoliny, to było SUPER, TOLL, BOMBASTISCH, FANTASTISCH po prostu rewelka ;) Już płaczę, że za tydzień nie mogę iść, ponieważ mamy jakieś uroczyste spotkanie dla zagranicznych studentów… Mówię Wam, jeśli jeszcze nie skakaliście to musicie spróbować!! Wspaniała zabawa!! Choć nie do końca takie proste, znaczy samo skakanie to żadna filozofia, ale z ostatnim ćwiczeniem nie mogłam sobie poradzić… nawet zostałyśmy godzinkę dłużej, żeby jeszcze poćwiczyć, ale chyba potrzebuję jeszcze więcej czasu… dwóch trenerów mi pomagało… ale nic… pani w końcu stwierdziła, że to bardzo ciekawy przypadek… hmm… może następnym razem się uda ;) miałyśmy też okazję podziwiać skoczków z grupy zaawansowanej… wow… oni to dopiero potrafią tam latać…

Prawie bym zapomniała… otóż ostatnio zauważyłam, że wszyscy nas o wszystko pytają… a tak naprawdę to my nic nie wiemy, ani na uczelni ani w mieście ;) wszystko jest nowe i nieznane ;) ale wyobraźcie sobie, że w końcu byłyśmy czegoś pewne i tak udało nam się pomóc Niemcom, którzy chcieli w Dortmundzie z dworca dojechać na lotnisko ;) mam nadzieję, że trafili po naszych wskazówkach ;) bardzo się zaangażowałyśmy w udzielanie rad jak się dostać na lotnisko. Tylu Niemców nam tu pomogło, więc w końcu mogłyśmy się komuś odwdzięczyć ;) Ja już kiedyś, zaraz chyba w drugim tygodniu tutaj, jak się wybrałam na pocztę to pomagałam panu wypełnić te karteczki do przelewu… nie wiem jak to się nazywa… to była dosyć ciekawa historia ;) Wysyłałam kartkę urodzinową mojej przyjaciółce i kupując znaczek powiedziałam pani, że to kartka do Polski. Za mną w kolejce stali jacyś panowie. Jak się odwróciłam od okienka to usłyszałam:
-„Dzień dobry! Jesteś z Polski?”
- Tak. Dzień dobry
-A czy możesz nam pomóc?
Jak mogłam nie pomóc rodakom?? ;) Nigdy w życiu nie wypełniałam tych druczków po niemiecku… są trochę inne niż polskie, ale na szczęście wszystkie nazwy były napisane na kartce z której trzeba było przepisać dane, więc nie było to super trudne zadanie. Panowie zupełnie nie mówili po niemiecku, ja wtedy ledwo ledwo… ale w sytuacjach trudnych potrafię więcej powiedzieć niż normalnie, więc poszłam jeszcze zapytac czy to dobrze wypełnione i pomogłam panom załatwić te nudne formalności ;) To był pierwszy raz kiedy poczułam, że nawet tu ktoś może mnie potrzebować ;) a swoją drogą była to przydatna nauka, kilka dni później musiałam wypełniać swoje druczki ;)

Wczoraj po raz pierwszy byłam sama na Uni, już tak się przyzwyczaiłam, że prawie wszystko robimy razem w trójkę;) Chciałam się zapisać na jeszcze jedne zajęcia dotyczące zabawy z dziećmi niepełnosprawnymi… Temat zabaw zawsze mnie interesował, a ostatni rok nawet bardzo bardzo… jednak tworzenie własnych zabaw nie jest takie proste, brakuje mi już inspiracji, już nawet ks.Bosko nie pomaga ;) Może na zajęciach dowiem się czegoś nowego, interesującego, może się nauczę kilku ciekawych zabaw ;) Pani przyjęła mnie bez problemu ;) była zachwycona moją notatką dotyczącą zajęć ;) napisałam sobie nazwę, żebym nie zapomniała bo zajęła mi 2 linijki na kartce ;) do tego sala, e-mail docenta, oraz dzień i godziny zajęć ;) Ich bin sehr fleißig ;) A jak zapytałam czy mogę zapisać tez moją koleżankę z Francji i wyjęłam równie starannie przygotowaną przez nią kartkę z jej danymi to już pani wybuchnęła śmiechem ;)
Tu jest bardzo fajnie, ponieważ jest bardzo dużo tzw. kompaktów, są to zajęcia, które nie odbywają się regularnie co tydzień, ale np. tak jak te: 2 soboty od 9 do 17 plus ok.8 godz. praca w grupach, na którą jest przeznaczona jedna z niedziel, ale możemy się spotkać tez w tygodniu. Mamy też inne zajęcia kompaktowe. Jedne odbywają się we wszystkie środy listopada od 12-17:30 a drugie zajmą nam chyba 6 listopadowo-grudniowych czwartków od 14-18:30… także w zasadzie każdy nasz tydzień wygląda inaczej…

Niespodzianka wczorajszego dnia ;) okazało się, że na Hachaney mieszka jeszcze jedna Polka i to nawet na moim piętrze ;). Spotkałyśmy też chłopaka, który mieszka w Niemczech ale jest pół Polakiem a pół Francuzem. Jego babcia mieszka w Polce, spędza u niej wakacje. Mówi idealnie po polsku… jeju… może i ja się kiedyś pozbędę polskiego akcentu…

Sobotę spędziłyśmy w Muzeum Czekolady w Kolonii ;) Już wcześniej pisałam, że jestem Naschkatze, czyli łakomczuch ;) a czekolada no i oczywiście żelki to moja specjalność ;) Chyba nie muszę więc pisać, że było wspaniale!! :)

środa, 22 października 2008

Żonglowanie, albo i nie...

Wiecie co się dzis wydarzylo... nie wpuscili nas na hale sportowa... dlaczego... bo niby mamy zle buty... :/ ja mialam halowki, specjalnie je przywiozlam na zajecia sportowe, nowiutkie, 2 razy bylam w nich tu na Sporcie, ostatnio tez sprawdzali buty i bylo wszystko ok, a dzis nagle sie okazalo ze sa nowe reguly i nie mozemy wejsc...
ze niby halowki to buty uliczne, czy jakos tak tlumaczac na polski... jak moje ulicy nawet na oczy nie widzialy...;) jak to powiedzialam to sie pojawil kolejny argument ze nie kryja do konca stopy... no z tym sie juz moge bardziej zgodzic... fakt sa troche plytsze niz adidasy, ale to mala roznica, to przeciez nie wspinaczka gorska zeby kostka musila byc zakryta... przeciez nie bede cwiczyla w trekingach, zreszta tego tez nie wymagaja... jeju... okropne... w kazdych butach cos znalezli... kolezanka miala dwa mikro-kamyczki w podeszwie, wiec z tym juz bardziej moge sie zgodzic... ale co do trzeciej pary butow to kompletnie nie wiemy o co chodzilo... moze ktos z Was rozumie ten system butowy?? A ja tak chccialam isc na żonglowanie... Moze w przyszlym tyg nam sie uda... choc naprawde nie mam pojecia jakie buty sa dobre... chyba wezmiemy kiedys wszystkie jakie mamy i zapytamy, ktore sie nadaja a jak nie to niech nam pokaza dokladnie jakie mozemy kupic... bo jednak w tygodniu kilka zajec sportowych mamy... jeszcze jutro mamy normalne zajecia, takie na obecnosc, w Sortzentrum ostatnio pan powiedzial, ze wystarczy jakiekolwiek sportowe obuwie, byle nie rysowalo podlogi...glupio bedzie jak nas tam jutro nie wpuszcza...wieczorem chcemy tez isc na trampoliny... ale tu chyba nie trzeba butow, mam nadzieje ze wymagania co do skarpetek nie sa tak wysokie... ;)

Spotkalysmy sie tez dzis ze studentka, ktora nam pomoze przygotowac prezentacje z Hospitacji, jak sie okazalo, te hospitacje sa specjalnie dla nas ;) tak zebysmy poznaly rozne placowki w Dortmundzie, znaczy inni studenci tez moga w nich czestniczyc ale chyba malo kto o tym wie ;) no ale wspomniana wczesniej studentka okazala sie bardzo mila i pomocna :) jest bardzo sympatyczna i otwarta, no jednym slowem SUPER :) polecila tez nam wyklad na ktory ona sie wybierala, mialysmy akurat wolne, bo musialysmy czekac na te nieszczesne zonglowanie... wiec poszlysmy tam, poznalysmy jeszcze jedna przemila studentke, pogadalysmy z panem, tez super gosc :) co prawda tak jak inni nie ma pojecia o egzaminie i punktach ECTS wiec podal nam nazwisko pani ktora to wszystko powinna wiedziec(jutro ja odwiedzimy) ale pozwolil zostac na zajeciach. Ten wyklad to tak sobie troche w seminarium przerobil, mimo tego, ze chyba z 60 osob bylo ;) Tresc dotyczyla rozwoju dziecka, tak troche z medycznego punktu widzenia, cos miedzy nasza psychologia rozwojowa a biomedycyna... wiec tematyka znana i ciekawa :) ale niektore wyrazy pierwszy raz slyszalam po niemiecku;) zapisalam cala liste nowych wyrazow :) najlepsza metoda nauki :) pan mowi wolno i wyraznie a przy tym nie zanudza wiec rewelka :) a na dodatek na zajeciach odwiedzil nas maly pacjent Tino wraz z rodzicami, nie wiem dokladnie w jakim wieku, ale cos okolo 2, wesolo bylo :) taki slodki maluszek :) maly odkrywca swiata :) Musial troche poczekac na swoje 5 minut, ale nie usiedzial w spokoju ;)
Dzieci sa takie slodkie :) to cudowne uczucie podziwiac jak one odkrywaja to, co dla nas jest juz oczywiste :) to takie piekne :)

wtorek, 21 października 2008

Hospitacje

Ale zabawa... mamy w pokojach telefony i możemy dzwonic po akademiku. Dzis kilka razu probowalam dodzwonbic sie do Doroty, ale niestety nie udalo mi sie...Wybieram nr i nikt nie odbiera... no coz musialam pobiegac troche po schodach i zalatwic wszystko co chcialam:) Myslalysmy, że to jej telefon sie popsul... Przed chwila wybralam jej numer jeszcze raz, tak z nudow, dla sprawdzenia, czy sie przypadkiem cos nie odblokowalo ;) a tu... ku mojemu zdziwieniu... slysze meski glos... wiec mowie przepraszam... i chce odkladac sluchawke... ale slysze dalej tu dortmundzka policja!! Co sie stalo!! wiec zaczelam sie smiac, wczesniej ktos mi mowil, ze jeden z naszych afrykanskich znajomych tak zaczyna rozmowe ;) Okazalo sie ze moj telefon wybiera 0 jako 0 ale cos mu sie poprzestawialo i 2 to dla niego tez zero... bylo zabawnie ;) w gruncie rzeczy okazalo sie, ze owy kolega wlasnie mnie poszukuje ;) ale musze cos jutro z tym zrobic... ;)

to taka mala anegdotka ;) a co do dzisiejszego dnia... otoz dzis pierwszy raz bylysmy na naszych hospitacjach, wczoraj o nich pisalam :) zyje :) i powiem wiecej bylo calkiem ciekawie... chcialam znalezc polski odpowiednik tego...podobno istnieje, ale nie wiem...
Bylysmy tam z nasza wydzialowa koordynatorka, ktora wczesniej mowila bardzo szybko i niewyraznie jak dla nas... dzis rano pomijajac dzien dobry;) pierwsze zdanie powiedziane przeze mnie po niemiecku brzmialo: Czy moze pani to powiedziec wolniej? :) I na cale szczescie nie musialam tego powtarzac :) w koncu sie dogadujemy:) przegadalysmy prawie cala droge samochodem na hospitacje i powrotna rowniez:) kamien z serca... wiecie jakie to uczucie nie dogadywac sie na obczyznie z osoba od ktorej zalezy czy zalicze semestr czy nie ;) teraz juz wiem, ze bedzie dobrze:)
Ostatnie 2 dni swiecilo piekne slonko :) nawet wczoraj poprawialam moja prace o jesieni;) bo stwierdzialam, ze za duzo tam deszczu i pesymizmu;) ale co... ledwo wsiadlysmy do naszego busa w kierunku uczelni i juz leje... i tak przez caly dzien... chyba tak, zebysmy nie zapomnialy ze deszcz to podstawa tutejszej pogody... na szczescie humor poprawily nam bilety na niedzielny mecz Borussia Dortmund- Hertha BSC Berlin :) taki bonus dla studentow pierwszego roku ;) czyli Erasmusow tez ;) wiecie jaka kolejka byla... no nie wiem czy w Polsce za czasow komunizmu takie byly... na szczescie my spokojnie stalysmy momentami siedzialysmy z nudow na podlodze ;) zaraz na samym poczatku :) tak to jest jak sie skonczy wczesniej zajecia:) a pozniej... jeju... wiecie co bylo pozniej... poszlysmy na ten migowy z ktorym wiecznie jakies problemy... i siedzialysmy 2 godz...zeby przeczytac kartke, ze zajecia sa odwolane... ale jak przyszlysmy pod sale to na pewno tej kartki nie bylo... tak mysle, ze w czasie tych 2 godz pani powiesila ta kartke, a ze bylysmy zagadane to nie zauwazylysmy tego... no a pani tez sie pewnie nie zorientowala, bo jednak siedzialysmy troche obok... no i kto przychodzi wczesniej na zajecia... ech... tak tak... spostrzegawczosc to chyba nie jest moja cecha ;)
ooo i jeszcze jedna wazna wiadomosc :) mam juz pierwsze zaswiadczenie o ukonczonym kursie :) i to takie z informacja o 7 punktach ECTS i ocenie:1,3 smiesznie to wyglada ;) do tej pory moja najciekawsza ocena byla 2 z trzema minusami ;) mozecie to sobie narysowac i zobaczyc jak to graficznie "ladnie"wyglada ;) ale to bylo z historii, wiec zawsze lepsze to, niz 1 ;) ale teraz 1,3 to wyglada jeszcze ciekawiej;) na szczescie jest tez ocena slowa= sehr gut :) i to mnie najbardziej cieszy :)
jeszcze tylko 23 pktECTS i mozna wracac na APS ;) choc coraz bardziej mi sie juz tutaj podoba :)

ach jeszcze jedno;) dzis na haslo Vegetarian?? zrobilam taka krzywa mine i odpowiedzialam NEIN,ze jeszcze chwila i Kathrin, ktora nam pomaga chyba zaczela by jesc mieso ;) tak mi sie wymsknelo ;) ale smiesznie bylo :) dobrze, ze tu wszyscy maja poczucie humoru :)
na Erasmusie POCZUCIE HUMORU to jedna z najwazniejszych cech, warto to zapamietac, jesli planujecie w przyszlosci wyjazd :)

poniedziałek, 20 października 2008

w końcu to co lubię :) Dzień pełen aktywności

Praca domowa odrobiona, czas na bloga :)

Otóż muszę przyznać, w końcu odżyłam :) Mogę powiedzieć jak Osiołek ze Schreka: Ja latam!! Mam nadzieję, że moja euforia szybko nie minie ;) Tak, tak, czekałam na ten dzień chyba od 4 września… czyli od mojego przyjazdu… no cóż mam nadzieję, ze warto było i w końcu wszystko zacznie się rozkręcać a ja rozwijać… bo już normalnie myślałam momentami, że wrócę do Polski ;) nie no żartuję, nie wróciłabym, skoro podjęłam decyzję, że ten semestr spędzę na obczyźnie, to muszę tu wytrwać ;)

Also… spędziłam dziś prawie cały dzień na uczelni… i chyba to właśnie spowodowało polepszenie mojego nastroju :) chyba faktycznie jestem stworzona do studiowania ;) ale spokojnie, nie chce zostać wieczną studentką ;) choć całe życie trzeba się rozwijać i dokształcać :)

To był mój dopiero mój drugi dzień zajęć na Uni… tu semestr zaczął się 13.10, a że ja tydzień temu byłam przelotem w Polsce, więc zajęcia miałam w czwartek no i dziś… Dzień na uczelni zaczął się od konwersacji… na początku było trochę nudno… konwersacje w grupie 20-sto osobowej… Nein…das ist keine gute Idee… no ale tak jest i tak zostanie… ale po kilku minutach jakoś się wszystko poukładało i było całkiem możliwie… walczyliśmy z niemieckimi przysłowiami ;) niezła zabawa ;) Później miałyśmy( piszę w liczbie mnogiej, bo jak na razie wszystko robimy razem- 3 Erasmuski z APS( Akademia Pedagogiki Specjalnej- jak ktos nie slyszal, to bardzo fajna uczelnia;) ach więc miałyśmy wykład. Trochę się bałam, że nic nie zrozumiem, ale zdecydowałyśmy się na to, ponieważ nie można mieć tylko niemieckiego i zajęć artystycznych ;) głupio wygląda na planie ;) więc tak dla równowagi mamy jeden wykład :) ale było całkiem ciekawie. Pan mówi tak, że mogę go zrozumieć ( czyli nie pędzi ze słowami jakby go pies gonił i nie czyta przed snem słownika wyrazów trudnych ;) Dał nam nawet na koniec adres strony internetowej, gdzie są jego slajdy- to już w ogóle ułatwi nam rozumienie, ale nie mam pojęcia jak to znale:) Później szybciutko na migowy… na który jeszcze nie jesteśmy zapisane…:/ ale bardzo chcemy chodzić… niestety zajęcia zostały przełożone z poniedziałku na wtorek… no cóż więc czekamy do jutra:) a na koniec dnia po uzupełnieniu naszych żołądków poszłyśmy na Dance-Aerobik… wspaniałe zakończenie dnia:) po tych ćwiczeniach mózgu trzeba było jeszcze do kompletu dołączyć trochę aktywności fizycznych:) i to właśnie wszystko razem sprawiło że ODŻYŁAM :)a ha przy okazji: poznalysmy trzecią Kasie z Polski, z Warszawy ;) i na dodatek mieszka w naszym akademiku :)

Na koniec muszę Wam jeszcze napisać trochę o tym całym sporcie na uczelni… to ważne dla przyszłych Erasmusów… albo może w wolnym czasie stworzę oddzielny wpis… będzie lepiej :) Teraz już zmykam, jutro kolejny aktiv Tag :) mamy jutro naszą pierwszą hospitacje… napisali nam miejsce skrótem CJD… zabawne… skąd niby mam wiedzieć co to jest… muszę się przecież jakoś psychicznie przygotować ;) ale rezolutna Dorota znalazła informacje iż jest to jakaś katolicka wioska młodzieżowa, dla dzieci z problemami psychicznymi…jakoś tak mniej więcej w polskim tłumaczeniu… hmm… zobaczymy… co niektórzy wiedzą jak przeżywałam wizyty na hospitacjach w czasie pedagogiki specjalnej… w ogóle cała pedagogika specjalna była dla mnie ciężkim przedmiotem... nauka co tydzień kończyła się depresją… tu całe studia są w tym temacie… także duuuuużo się uczę :) ale jak to ja lubię powtarzać: zawsze, to nowe doświadczenie:) może się w końcu nauczę pokory…

czwartek, 16 października 2008

pierwszy dzień na studiach :)

W końcu przyszedł ten długo wyczekiwany dzień :)Zaczęłyśmy normalne zajęcia :)
Rano miałam kreatywne pisanie, to jeden z przedmiotów oferowanych przez centrum języków specjalnie dla obcokrajowców. Chociaż przyszły też jakieś dwie niezorientowane Niemki… Będziemy tu uczyć się pisać ;) Ja akurat nie przepadam za pisaniem, ale ponieważ chcę się tu czegoś nauczyć więc postanowiłam trochę ze sobą powalczyć i uczestniczyć w tym zajęciach :) Było całkiem sympatycznie, pan jest bardzo miły, zajęcia na moim poziomie językowym, ciekawie prowadzone, uczymy się wielu synonimów, są też elementy słowotwórstwa… Pan poprawia wszystkie nasze błędy i tłumaczy jakich słów użyli by w tym znaczeniu rodowici Niemcy. Pisaliśmy już pierwszą pracę o jesieni ;) zobaczymy jak to będzie dalej wyglądało, ale na razie jestem bardzo zadowolona.
Oprócz niemieckiego miałam też zajęcia sportowe: Bewegund, Spiel und Sport und Inkusion. W skrócie: zabawy integracyjne na hali sportowej :) Pan mówi bardzo szybko i używa skomplikowanego słownictwa, ale mniej więcej wiem, co, kiedy mam robić, jak widzi, że się krzywimy to podchodzi i pyta czy zrozumiałyśmy- miło z jego strony :)

Ogólnie dzień minął całkiem sympatycznie :) Oby tylko wszystkie zajęcia tak wyglądały, to przeżyjemy :)

środa, 15 października 2008

po powrocie ;)

Chyba zapomniałam o moim blogu ;) Tak, tak... wiem, ostatnie posty były trochę nostalgiczne, ale cóż...to wszystko prawda... nudziłam się tu i tyle :) Ale po skończeniu kursu nie zwlekając ani chwilki udałam się w podróż do Polski:) To chyba najlepsza i najdłużej wyczekiwana wyprawa w moim życiu ;) No, może pomijając Albanie razy 3 ;)

Skoro ten blog ma być pomocą przyszłym Erasmusom to warto wspomnieć coś jeszcze o samym kursie. Otóż moim zdaniem warto było w nim uczestniczyć... Nasłuchałam się wcześniej różnych opinii, jednak kurs był przygotowany w miarę profesjonalnie, powtórzyliśmy prawie całą skomplikowaną gramatykę. Dużo pisaliśmy. Na zajęciach przedstawialiśmy masę scenek, dialogów, nie zabrakło przy tym śmiechu ;) Na zakończenie nawet stworzyliśmy nasza kursową gazetkę pt."Noch ein Museum?!" ;) Tak, tak… trochę się tu nazwiedzaliśmy... dlatego taki tytuł, na hasło „museum” aż mi słabo… aczkolwiek podobno w Kolonii jest Muzeum Czekolady… muszę tam pojechać ;) Każdy z grupy napisał jeden artykuł, nasza pani nocami je poprawiała i powstała cała gazetka ;) Ja pisałam o skrzydlatych nosorożcach ;) Znacie berlińskie misie- jakoś na wiosnę zawitały na warszawski Plac Zamkowy, spotkaliście je?? Albo też kilka lat temu w Warszawie były krowy, pewnie kojarzycie… w Dortmundzie są właśnie skrzydlate nosorożce :) w ogóle to chyba one tu z Polski przylatują… tak przynajmniej słyszałam…
Ale wracając do naszego kursu… ostatni dzień był zupełnie inny niż wszystkie… spotkaliśmy się( wszystkie 3 grupy językowe) na wspólnym śniadaniu, a później każda grupka przedstawiała skecz o stereotypach Niemieckich ;) było bardzo wesoło ;) Nasze przedstawienia szykowaliśmy od kilku dni, przy pomocy naszych nauczycieli, tak żeby wszystko było możliwie bezbłędnie ;) Grupy były 5-osobowe, składające się z osób z różnych państw i różnych grup językowych. Trzeba dodać, że osoby z pierwszej grupy prawie nie mówią po niemiecku i nie wszystko rozumieją… więc ustalenie szczegółów wystąpienia nie było super prostą sprawą ;) Trzeba było się troszkę napracować, ale warto było, dużo się nauczyliśmy. Hmm to chyba wszystko… tak na podsumowanie… dla tych co się zastanawiają jechać na kurs, czy nie jechać…? Oto jest pytanie… A oto odpowiedź: jechać!!
Oprócz języka, można poznać miasto, okolicę, ludzi, uczelnię…itp… A ha… trzeba jeszcze dodać, że w czasie kursu mieliśmy bardzo dużo prac domowych… i wiadomo marudziliśmy, ciężko było znaleźć czas i w ogóle… jak to bywa z pracami domowymi… wzajemnie się wspieraliśmy w akademiku, ze np. jak odrobimy prace domowa to pójdziemy na lody, pogramy w TABU, Jungle Speed albo obejrzymy film ;) każdy sposób jest dobry :)
Tydzień spędzony w Polsce dodał mi trochę energii:) Mam nadzieję, że teraz nie będzie tak monotonnie  Choć zajęcia na rehabilitacji z pewnością nie dorównują tym z psychopedagogiki kreatywności… ale cóż… Całe życie nie można się bawić ;) chociaż już dziś słyszałam, że i tu niektóre zajęcia są ciekawe :) zobaczymy :)
Nie mogę się nagadać z ludźmi z akademika ;) gdzie się nie ruszę to kogoś spotykam :) Niby tylko tydzień, a już tyle mamy sobie do powiedzenia :)

Na dziś chyba wystarczy :) Podsumowując: tęsknię za Polską, za rodziną, przyjaciółmi, studiami, wszystkimi wolontariatami ;) i zajęciami warszawskimi… ale wierzę, że szybko odnajdę się w nowej rzeczywistości i zacznę się rozwijać ;) Dużo myślę o tym, co będzie po powrocie do Polski… Ostatnio zrodziły się nowe, ciekawe pomysły co zrobić z wolnym czasem i nadmiarem energii ;) mam nadzieję, że coś z tego wyrośnie :)

środa, 1 października 2008

to już miesiąc...

Jestem tu już 4 tygodnie... Do końca kursu językowego jeszcze 2 dni, ale każdy jest już tym wszystkim zmęczony...
Nic nam się nie chce, a zdajemy sobie sprawę, że musimy się uczyc, więc każdego dnia coraz bardziej zmuszamy się do wykonywania zadań, niektóre są nawet bardzo ciekawe i zabawne, ale wymagają od nas dużego wysiłku ;)
Dzisiaj np. układalismy dialogi używając zwrotów w tutejszej gwarze ;) Kilka dni temu pisalismy wiersze pt.:"Dortmund" lub "Deutschkurs". Każdy kolejny wers zaczynał się kolejną literą tytułu ;) Oczywiscie rymy też obowiązywały. Generalnie jak zbiżamy się do końca zadania to jest smiesznie, ale po usłyszeniu polecenia jest raczej marudzenie ;)
A wiecie jak ja się czuję po tym miesiącu w Dortmundzie?? Jakby ktos zamknął całe moje dotychczasowe życie w wielkiej szafie, do której będę mogła wejsc dopiero za kilka miesięcy... Mam nadzieję, że to szybko minie...