środa, 15 października 2008

po powrocie ;)

Chyba zapomniałam o moim blogu ;) Tak, tak... wiem, ostatnie posty były trochę nostalgiczne, ale cóż...to wszystko prawda... nudziłam się tu i tyle :) Ale po skończeniu kursu nie zwlekając ani chwilki udałam się w podróż do Polski:) To chyba najlepsza i najdłużej wyczekiwana wyprawa w moim życiu ;) No, może pomijając Albanie razy 3 ;)

Skoro ten blog ma być pomocą przyszłym Erasmusom to warto wspomnieć coś jeszcze o samym kursie. Otóż moim zdaniem warto było w nim uczestniczyć... Nasłuchałam się wcześniej różnych opinii, jednak kurs był przygotowany w miarę profesjonalnie, powtórzyliśmy prawie całą skomplikowaną gramatykę. Dużo pisaliśmy. Na zajęciach przedstawialiśmy masę scenek, dialogów, nie zabrakło przy tym śmiechu ;) Na zakończenie nawet stworzyliśmy nasza kursową gazetkę pt."Noch ein Museum?!" ;) Tak, tak… trochę się tu nazwiedzaliśmy... dlatego taki tytuł, na hasło „museum” aż mi słabo… aczkolwiek podobno w Kolonii jest Muzeum Czekolady… muszę tam pojechać ;) Każdy z grupy napisał jeden artykuł, nasza pani nocami je poprawiała i powstała cała gazetka ;) Ja pisałam o skrzydlatych nosorożcach ;) Znacie berlińskie misie- jakoś na wiosnę zawitały na warszawski Plac Zamkowy, spotkaliście je?? Albo też kilka lat temu w Warszawie były krowy, pewnie kojarzycie… w Dortmundzie są właśnie skrzydlate nosorożce :) w ogóle to chyba one tu z Polski przylatują… tak przynajmniej słyszałam…
Ale wracając do naszego kursu… ostatni dzień był zupełnie inny niż wszystkie… spotkaliśmy się( wszystkie 3 grupy językowe) na wspólnym śniadaniu, a później każda grupka przedstawiała skecz o stereotypach Niemieckich ;) było bardzo wesoło ;) Nasze przedstawienia szykowaliśmy od kilku dni, przy pomocy naszych nauczycieli, tak żeby wszystko było możliwie bezbłędnie ;) Grupy były 5-osobowe, składające się z osób z różnych państw i różnych grup językowych. Trzeba dodać, że osoby z pierwszej grupy prawie nie mówią po niemiecku i nie wszystko rozumieją… więc ustalenie szczegółów wystąpienia nie było super prostą sprawą ;) Trzeba było się troszkę napracować, ale warto było, dużo się nauczyliśmy. Hmm to chyba wszystko… tak na podsumowanie… dla tych co się zastanawiają jechać na kurs, czy nie jechać…? Oto jest pytanie… A oto odpowiedź: jechać!!
Oprócz języka, można poznać miasto, okolicę, ludzi, uczelnię…itp… A ha… trzeba jeszcze dodać, że w czasie kursu mieliśmy bardzo dużo prac domowych… i wiadomo marudziliśmy, ciężko było znaleźć czas i w ogóle… jak to bywa z pracami domowymi… wzajemnie się wspieraliśmy w akademiku, ze np. jak odrobimy prace domowa to pójdziemy na lody, pogramy w TABU, Jungle Speed albo obejrzymy film ;) każdy sposób jest dobry :)
Tydzień spędzony w Polsce dodał mi trochę energii:) Mam nadzieję, że teraz nie będzie tak monotonnie  Choć zajęcia na rehabilitacji z pewnością nie dorównują tym z psychopedagogiki kreatywności… ale cóż… Całe życie nie można się bawić ;) chociaż już dziś słyszałam, że i tu niektóre zajęcia są ciekawe :) zobaczymy :)
Nie mogę się nagadać z ludźmi z akademika ;) gdzie się nie ruszę to kogoś spotykam :) Niby tylko tydzień, a już tyle mamy sobie do powiedzenia :)

Na dziś chyba wystarczy :) Podsumowując: tęsknię za Polską, za rodziną, przyjaciółmi, studiami, wszystkimi wolontariatami ;) i zajęciami warszawskimi… ale wierzę, że szybko odnajdę się w nowej rzeczywistości i zacznę się rozwijać ;) Dużo myślę o tym, co będzie po powrocie do Polski… Ostatnio zrodziły się nowe, ciekawe pomysły co zrobić z wolnym czasem i nadmiarem energii ;) mam nadzieję, że coś z tego wyrośnie :)

Brak komentarzy: