poniedziałek, 20 października 2008

w końcu to co lubię :) Dzień pełen aktywności

Praca domowa odrobiona, czas na bloga :)

Otóż muszę przyznać, w końcu odżyłam :) Mogę powiedzieć jak Osiołek ze Schreka: Ja latam!! Mam nadzieję, że moja euforia szybko nie minie ;) Tak, tak, czekałam na ten dzień chyba od 4 września… czyli od mojego przyjazdu… no cóż mam nadzieję, ze warto było i w końcu wszystko zacznie się rozkręcać a ja rozwijać… bo już normalnie myślałam momentami, że wrócę do Polski ;) nie no żartuję, nie wróciłabym, skoro podjęłam decyzję, że ten semestr spędzę na obczyźnie, to muszę tu wytrwać ;)

Also… spędziłam dziś prawie cały dzień na uczelni… i chyba to właśnie spowodowało polepszenie mojego nastroju :) chyba faktycznie jestem stworzona do studiowania ;) ale spokojnie, nie chce zostać wieczną studentką ;) choć całe życie trzeba się rozwijać i dokształcać :)

To był mój dopiero mój drugi dzień zajęć na Uni… tu semestr zaczął się 13.10, a że ja tydzień temu byłam przelotem w Polsce, więc zajęcia miałam w czwartek no i dziś… Dzień na uczelni zaczął się od konwersacji… na początku było trochę nudno… konwersacje w grupie 20-sto osobowej… Nein…das ist keine gute Idee… no ale tak jest i tak zostanie… ale po kilku minutach jakoś się wszystko poukładało i było całkiem możliwie… walczyliśmy z niemieckimi przysłowiami ;) niezła zabawa ;) Później miałyśmy( piszę w liczbie mnogiej, bo jak na razie wszystko robimy razem- 3 Erasmuski z APS( Akademia Pedagogiki Specjalnej- jak ktos nie slyszal, to bardzo fajna uczelnia;) ach więc miałyśmy wykład. Trochę się bałam, że nic nie zrozumiem, ale zdecydowałyśmy się na to, ponieważ nie można mieć tylko niemieckiego i zajęć artystycznych ;) głupio wygląda na planie ;) więc tak dla równowagi mamy jeden wykład :) ale było całkiem ciekawie. Pan mówi tak, że mogę go zrozumieć ( czyli nie pędzi ze słowami jakby go pies gonił i nie czyta przed snem słownika wyrazów trudnych ;) Dał nam nawet na koniec adres strony internetowej, gdzie są jego slajdy- to już w ogóle ułatwi nam rozumienie, ale nie mam pojęcia jak to znale:) Później szybciutko na migowy… na który jeszcze nie jesteśmy zapisane…:/ ale bardzo chcemy chodzić… niestety zajęcia zostały przełożone z poniedziałku na wtorek… no cóż więc czekamy do jutra:) a na koniec dnia po uzupełnieniu naszych żołądków poszłyśmy na Dance-Aerobik… wspaniałe zakończenie dnia:) po tych ćwiczeniach mózgu trzeba było jeszcze do kompletu dołączyć trochę aktywności fizycznych:) i to właśnie wszystko razem sprawiło że ODŻYŁAM :)a ha przy okazji: poznalysmy trzecią Kasie z Polski, z Warszawy ;) i na dodatek mieszka w naszym akademiku :)

Na koniec muszę Wam jeszcze napisać trochę o tym całym sporcie na uczelni… to ważne dla przyszłych Erasmusów… albo może w wolnym czasie stworzę oddzielny wpis… będzie lepiej :) Teraz już zmykam, jutro kolejny aktiv Tag :) mamy jutro naszą pierwszą hospitacje… napisali nam miejsce skrótem CJD… zabawne… skąd niby mam wiedzieć co to jest… muszę się przecież jakoś psychicznie przygotować ;) ale rezolutna Dorota znalazła informacje iż jest to jakaś katolicka wioska młodzieżowa, dla dzieci z problemami psychicznymi…jakoś tak mniej więcej w polskim tłumaczeniu… hmm… zobaczymy… co niektórzy wiedzą jak przeżywałam wizyty na hospitacjach w czasie pedagogiki specjalnej… w ogóle cała pedagogika specjalna była dla mnie ciężkim przedmiotem... nauka co tydzień kończyła się depresją… tu całe studia są w tym temacie… także duuuuużo się uczę :) ale jak to ja lubię powtarzać: zawsze, to nowe doświadczenie:) może się w końcu nauczę pokory…

Brak komentarzy: