sobota, 25 października 2008

Trampolina i Museum Czekolady, czyli jak poprawic sobie humor i poczuc się jak dziecko ;)

Hallo ;)

Hmm jak tu streścić ostatnie 3 dni… ;)
Może zacznę od sportu. Tu lepiej niż ostatnio ;) Miałam wrażenie, że pan na naszych obowiązkowych zajęciach pt. „zabawa, ruch, integracja i coś tam dalej” mówi o wiele wolniej niż w zeszłym tygodniu ;) A może, po tym tygodniu prawdziwych niemieckich studiów wszyscy zaczęli mówić wolniej i wyraźniej… ;) Wieczorem bez problemu dostałyśmy się na halę. Tym razem nie było kontroli obuwia, i całe szczęście, bo z każdym dniem mój język się wyostrza ;) Ostatnio trochę w akademiku rozmawialiśmy o wymaganym obuwiu sportowym… śmiesznie było ;) nie tylko nas denerwują te niezrozumiałe reguły… znaleźliśmy nawet takie grube kapciuchy do złudzenia przypominające tradycyjne trampki ;) może takie będą odpowiednie na halę sportową ;)
Ale wracając do trampoliny, to było SUPER, TOLL, BOMBASTISCH, FANTASTISCH po prostu rewelka ;) Już płaczę, że za tydzień nie mogę iść, ponieważ mamy jakieś uroczyste spotkanie dla zagranicznych studentów… Mówię Wam, jeśli jeszcze nie skakaliście to musicie spróbować!! Wspaniała zabawa!! Choć nie do końca takie proste, znaczy samo skakanie to żadna filozofia, ale z ostatnim ćwiczeniem nie mogłam sobie poradzić… nawet zostałyśmy godzinkę dłużej, żeby jeszcze poćwiczyć, ale chyba potrzebuję jeszcze więcej czasu… dwóch trenerów mi pomagało… ale nic… pani w końcu stwierdziła, że to bardzo ciekawy przypadek… hmm… może następnym razem się uda ;) miałyśmy też okazję podziwiać skoczków z grupy zaawansowanej… wow… oni to dopiero potrafią tam latać…

Prawie bym zapomniała… otóż ostatnio zauważyłam, że wszyscy nas o wszystko pytają… a tak naprawdę to my nic nie wiemy, ani na uczelni ani w mieście ;) wszystko jest nowe i nieznane ;) ale wyobraźcie sobie, że w końcu byłyśmy czegoś pewne i tak udało nam się pomóc Niemcom, którzy chcieli w Dortmundzie z dworca dojechać na lotnisko ;) mam nadzieję, że trafili po naszych wskazówkach ;) bardzo się zaangażowałyśmy w udzielanie rad jak się dostać na lotnisko. Tylu Niemców nam tu pomogło, więc w końcu mogłyśmy się komuś odwdzięczyć ;) Ja już kiedyś, zaraz chyba w drugim tygodniu tutaj, jak się wybrałam na pocztę to pomagałam panu wypełnić te karteczki do przelewu… nie wiem jak to się nazywa… to była dosyć ciekawa historia ;) Wysyłałam kartkę urodzinową mojej przyjaciółce i kupując znaczek powiedziałam pani, że to kartka do Polski. Za mną w kolejce stali jacyś panowie. Jak się odwróciłam od okienka to usłyszałam:
-„Dzień dobry! Jesteś z Polski?”
- Tak. Dzień dobry
-A czy możesz nam pomóc?
Jak mogłam nie pomóc rodakom?? ;) Nigdy w życiu nie wypełniałam tych druczków po niemiecku… są trochę inne niż polskie, ale na szczęście wszystkie nazwy były napisane na kartce z której trzeba było przepisać dane, więc nie było to super trudne zadanie. Panowie zupełnie nie mówili po niemiecku, ja wtedy ledwo ledwo… ale w sytuacjach trudnych potrafię więcej powiedzieć niż normalnie, więc poszłam jeszcze zapytac czy to dobrze wypełnione i pomogłam panom załatwić te nudne formalności ;) To był pierwszy raz kiedy poczułam, że nawet tu ktoś może mnie potrzebować ;) a swoją drogą była to przydatna nauka, kilka dni później musiałam wypełniać swoje druczki ;)

Wczoraj po raz pierwszy byłam sama na Uni, już tak się przyzwyczaiłam, że prawie wszystko robimy razem w trójkę;) Chciałam się zapisać na jeszcze jedne zajęcia dotyczące zabawy z dziećmi niepełnosprawnymi… Temat zabaw zawsze mnie interesował, a ostatni rok nawet bardzo bardzo… jednak tworzenie własnych zabaw nie jest takie proste, brakuje mi już inspiracji, już nawet ks.Bosko nie pomaga ;) Może na zajęciach dowiem się czegoś nowego, interesującego, może się nauczę kilku ciekawych zabaw ;) Pani przyjęła mnie bez problemu ;) była zachwycona moją notatką dotyczącą zajęć ;) napisałam sobie nazwę, żebym nie zapomniała bo zajęła mi 2 linijki na kartce ;) do tego sala, e-mail docenta, oraz dzień i godziny zajęć ;) Ich bin sehr fleißig ;) A jak zapytałam czy mogę zapisać tez moją koleżankę z Francji i wyjęłam równie starannie przygotowaną przez nią kartkę z jej danymi to już pani wybuchnęła śmiechem ;)
Tu jest bardzo fajnie, ponieważ jest bardzo dużo tzw. kompaktów, są to zajęcia, które nie odbywają się regularnie co tydzień, ale np. tak jak te: 2 soboty od 9 do 17 plus ok.8 godz. praca w grupach, na którą jest przeznaczona jedna z niedziel, ale możemy się spotkać tez w tygodniu. Mamy też inne zajęcia kompaktowe. Jedne odbywają się we wszystkie środy listopada od 12-17:30 a drugie zajmą nam chyba 6 listopadowo-grudniowych czwartków od 14-18:30… także w zasadzie każdy nasz tydzień wygląda inaczej…

Niespodzianka wczorajszego dnia ;) okazało się, że na Hachaney mieszka jeszcze jedna Polka i to nawet na moim piętrze ;). Spotkałyśmy też chłopaka, który mieszka w Niemczech ale jest pół Polakiem a pół Francuzem. Jego babcia mieszka w Polce, spędza u niej wakacje. Mówi idealnie po polsku… jeju… może i ja się kiedyś pozbędę polskiego akcentu…

Sobotę spędziłyśmy w Muzeum Czekolady w Kolonii ;) Już wcześniej pisałam, że jestem Naschkatze, czyli łakomczuch ;) a czekolada no i oczywiście żelki to moja specjalność ;) Chyba nie muszę więc pisać, że było wspaniale!! :)

Brak komentarzy: